
VICTORIA W HANZA CUP 2025
Piękne zwycięstwo odnotowaliśmy w turnieju Hanza Cup 2025, który rozegrany został w Słubicach, na boisku ze sztuczną nawierzchnią 5 lipca 2025 roku. Nic dziwnego, że wygraliśmy jeśli na turniej przychodzi aż 13 oldBOYS-ów. Frekwencja dopisała.
Tym razem zaczniemy od formacji obronnej. Jeśli ma się tak zgraną i współpracującą z bramkarzem obronę, to nie trzeba się obawiać o stratę bramki. Głównymi postaciami w tej formacji byli grający w obronie Cinek i Lupi oraz w bramce Duduś. Bramkarz w naszej drużynie zagrał po raz pierwszy. Ma jednak ogromne doświadczenie zdobyte na boiskach futsalowych i nie musiał przeprowadzać rozmów rozpoznawczych. A w meczach udowodnił swój fach i pokazał kilka światowej klasy interwencji. Grał wysoko na przedpolu i przewidując zagrania przeciwnika, często ich wyprzedzał zanim przyjmowali piłkę. Był bezbłędny. Wpuścił tylko jedną bramkę i to po ogromnym zamieszaniu i którejś tam dobitce. Za swoją pewność siebie i skuteczność odebrał statuetkę za bramkarza turnieju. Najlepszego bramkarza wspomagali obrońcy. Do najlepszych dziś należeli Cinek i Lupi. Pierwszy uspokajał grę z tyłu i dokładnie wprowadzał piłkę w środkową część boiska. A gdy trzeba było rozbić atak przeciwników, to bez pardonu stawał przed rozpędzonym napastnikiem i zatrzymywał go niczym skała. Nigdy nie odstawiał nogi i zawsze wychodził zwycięsko z przebitek. Poza tym, głośno motywował kolegów i wzywał do ostrego, ale bezpiecznego grania. Prawdziwy lider obrony. Obok Cinka grał Lupi, który wielokrotnie był pierwszym ogniwem akcji bramkowych. On z kolei, za każdym razem albo wyprzedzał przeciwnika, albo wytrącał z równowagi tak, że przejmował piłkę i zaczynał kontrę. Z jego przechwytów strzeliliśmy kilka goli. A gdy trzeba było wracać i gonić rywala, to bez zastanowienia gnał za nim, aż go dopadł. W końcu ukończył kiedyś półmaraton więc kondycję i wydolność ma jak etiopski długodystansowiec. Jednym słowem: kiler przedpola. Dwóch najważniejszych w obronie wspomagali jeszcze na zmianę Yura, Górek i Grzeniu, którzy też solidnie wykonywali swoje zadania i wiele razy wspomagali napastników. A pozostali? Też spisali się wspaniale.
W pierwszym meczu zagraliśmy z bardzo sympatyczną drużyną, która w turniejach pojawiła się pierwszy raz. I chociaż wyglądali na sympatycznych, to w rzeczywistości byli dobrą ekipą. Kilka razy spróbowali nam zagrozić, ale nasza obrona nie pozwalała na wykończenie ich akcji. Chociaż w jednej sytuacji Duduś musiał zaprezentować telewizyjną paradę. Piłka leciała mu za plecy i już wpadała do bramki. On jednak zdołał się wyciągnąć jak kot i przeniósł piłkę nad poprzeczką. My swoje szanse też mieliśmy. Jedną zmarnował Oleś. Przy rzucie wolnym wykonywanym przez Cinka, ich bramkarz wyszedł i stanął równo z murem, pozostawiając pustą bramkę. Idealnie ustawił się Oleś i gdyby Cinek do niego dograł, miałby wolną drogę do zdobycia gola. I tak się stało. Cinek zagrał, a Oleś... nie trafił czysto w piłkę i bramki nie było. Wszyscy się na niego rzucili z wyzwiskami i "klepali po plecach, że nic się nie stało".
Drugi mecz zagraliśmy z Trans Logistyką i poszło gładko. W środku pola Norbi przejął piłkę, zagrał na ścianę do Mosesa, a ten odegrał do biegnącego lewą stroną Lupiego. Lupi zagrał Mosesowi klepkę powrotną i Moses do pustej bramki strzelił pierwszego gola. Przy drugim golu ostatnie podanie miał Cinek. Wyprowadził akcję w środkową część boiska i zagrał prostopadle do Mosesa, który bez przyjęcia i z półpobrotu uderzył w długi róg. Trzecią bramkę strzelił Kwasek. Do bezpańskiej piłki kopniętej na lewą stronę, dobiegł Lupi i ją opanował. Wycofał do nadbiegającego Kwaska. Ten bez wahania, uderzył z pierwszej i po rykoszecie piłka wpadła do bramki.
W trzecim meczu spotkaliśmy się z jedyną ekipą spoza Słubic. Początek nie wskazywał na łatwą przeprawę. Panowie z Gorzowa potrafili kleić akcje, jednak już pod bramką nie mieli pomysłów na skuteczne ich wykończenie. A strzały z daleka pewnie łapał Duduś. Pierwszego gola zdobył Grzeniu, który załapał się z akcją i po dograniu wzdłuż bramki przez Lupiego, dostawił nogę. To mogła być już jego druga bramka, ale wcześniej w podobnej sytuacji przestrzelił. W następnej akcji Moses prowadził piłkę i został sfaulowany. Sędzia jednak nie gwizdnął, bo zauważył, że piłkę przejął Kwasek i po kiwnięciu dwóch obrońców czubkiem buta podał do Olesia. W bramce nie było już bramkarza i Oleś zdobył jedną z najłatwiejszych bramek w karierze.
Ukraińcy w ostatnim meczu mieli nas pozbawić triumfu w turnieju. Nam miał wystarczyć remis, jak wyliczył Stembal. Nie do końca jednak przeanalizował sytuację Sympatycznych, bo oni nastrzelali najwięcej bramek w turnieju i przy naszym remisie, wygraliby turniej. Nieważne. Ukraińcy wyszli nastawieni na zwycięstwo, a już po minucie strzeliliśmy im gola. Norbi z Olesiem rozegrali krótko róg. Norbi przy linii końcowej przełożył obrońcę jak juniora i zagrał piłkę do tyłu. Grzeniu, cofając się do niej, wykonał ekwilibrystyczną ewolucję i z półobrotu umieścił piłkę pod poprzeczką. Aż dziw bierze, że nie pękły mu śrubki. Rezydenci z Trans Logistyki próbowali odrobić straty, ale nie potrafili stworzyć stuprocentowych sytuacji. Poza tym, nasi obrońcy zawsze byli na posterunku. Po kolejną naszą bramkę poszło nas troje. Lupi, Kwasek i Moses. Pierwszy zapędził się ponownie do przodu, bo lubi biegać tam i potem z powrotem. Wygrał pojedynek z ukraińcem i dograł do Mosesa. Ten oddał mocny strzał, ale trafił obrońcę w plecy. Do odbitej piłki dopadł Kwasek i równie mocnym strzałem zdobył gola. Po tej akcji mieliśmy wszystko pod kontrolą i mogli wejść zmiennicy, tym bardziej, że do końca zostały dwie minuty. I wtedy straciliśmy jedynego gola w turnieju. Pod naszą bramką wywiązało się ogromne zamieszanie. Bramkarz obronił pierwszy strzał rzucając się na lewo. Potem Cinek wybił głową dobitkę. Następną dobitkę z linii bramkowej wybił Lupi. Wszystko to działo się tak szybko, że Duduś wciąż leżał. Na dokładkę jeszcze Grzeniu się wmieszał i odbił plecami kolejną dobitkę. Nie mogliśmy wybić piłki i w końcu do wiszącej piłki najwyżej wyskoczył przeciwnik i zdobył gola. Ale to było wszystko, na co było ich stać. Mieliśmy jeszcze jedną szansę jednak tym razem ukraiński bramkarz pewnie wyłapał strzał Tomali. Gem, set i mecz, jak mówią komentatorzy tenisa ziemnego.
Na uwagę zasługują występy trzech naszych bramkarzy, którzy w tym turnieju musieli zagrać w polu. Tomala, Stembal i Sokół stworzyli ciekawe trio napastników i zaprezentowali kilka niekonwencjonalnych zagrań. Nie udało się im stworzyć jednak akcji bramkowej, ale i tak byli groźni. Czy dla przeciwników, czy dla samych siebie? O tym mogą opowiedzieć obserwatorzy turnieju. W każdym razie, prezentowali futbol radosny i rozśmieszyli niejednego kibica.
Cały turniej wygraliśmy my, bo było nas najwięcej, mieliśmy skutecznych egzekutorów, najlepszych obrońców i klasowego bramkarza. Za nami uplasowali się FC Sympatyczni, ID Logistics, FC Sun Gorzów i Trans Logistyka. Najlepszym zawodnikiem turnieju uznano Rusłana Boichuk z ID Logistics. Królem strzelców został Mateusz Krysiński z FC Sympatyczni. Bramkarzem turnieju został Grzegorz Duda z oldBOYS Słubice.
Wyniki:
FC Sympatyczni Słubice - oldBOYS Słubice 0:0
oldBOYS - Trans Logistyka Słubice 3:0 (Moses 2, Kwasek)
FC SUN Gorzów Wlkp. - oldBOYS 0:2 (Grzenu, Oleś)
oldBOYS - ID Logistics Słubice 2:1 (Grzeniu, Kwasek)