
WIOSENNY DZIEŃ SPORTU 2025
Na boisku bocznym słubickiego SOSiR-u, z okazji Międzynarodowego Dnia Sportu, 26 kwietnia 2025 roku rozegraliśmy pierwszy w tym roku turniej. Turniej bardzo ważny, bo liczy się do klasyfikacji "balowej". Z resztą, każdy tegoroczny turniej będzie ważny, bo chcemy obronić tytuł drużyny roku.
Tym razem nie zagraliśmy najlepiej. Wiedzieliśmy, że inne drużyny się na nas nastawiają, bo chcą zająć nasze miejsce, jakie wywalczyliśmy w poprzednim roku. Dwóm ekipom się udało nas pokonać, a dwóm nie udało. A było tak:
Inauguracyjny mecz zagraliśmy z Metal Art Krześnica. Znamy się już z nimi dobrze i zawsze są emocje. Ustawiliśmy nasz zespół ofensywnie i z przodu zagrali Grzeniu i Kwasek. Dobre to było posunięcie, bo zaatakowaliśmy ich od razu i Kwasek szybko sprawdził bramkarza Metalu. Niestety, oba strzały szczęśliwie odbił, panicznie machając rękoma. Potem Grzeniu został sfaulowany niedalego bramki. Wykonaliśmy rzut wolny perfekcyjnie. Dziubek zamarkował bezpośredni strzał, ale podał do wolnego Olesia. Oleś zagrał do ustawionego przed bramką Yury, a on strzelił prosto w poprzeczkę. Szkoda, że piłka nie poszła ciut niżej. Metalowcy przeczekali pierwszą fazę meczu i zaczęli sami atakować. Drugi lub trzeci ich atak zakończył się powodzeniem, a katem został lewonożny zawodnik, który zawsze pokonuje Kąkola. Do przerwy już goli nie było, choć powinniśmy jednego zdobyć. Grzeniu dostał prostopadłą piłkę i wychodził na czystą pozycję. Obrońca go jednak umiejętnie wypchnął w narożnik i naszą akcję zakończył. Po przerwie znów zaatakowaliśmy, ale pomysły na strzelenie gola były słabo realizowane. Mimo tego próbowaliśmy, a jeden atak został przerwany i lewonożny kat otzrymał piłkę. Spojrzał tylko w kierunku naszej bramki i kopnął tam. A, że Kąkola w niej nie było, to przegrywaliśmy już 2:0. Po słownej zjebce przez kilku kolegów, Kąkol zrozumiał, że w bramce trzeba stać cały czas, a nie rozmawiać z kibicami. Wszyscy byli w nerwach, ale po chwili znów spróbowaliśmy ataków. I kolejny raz poprzeczka stanęła nam na drodze. Tym razem trafił w nią Dziubek.
W drugim meczu na nas wyszli Rodzice Lubuskiej Akademii Piłkarskiej ze Słubic. Tym razem z przodu zostawiliśmy tylko Grzenia, a pozostali mieli mu pomagać w sytuacjach atakujących. W tym meczu Kąkol już zaczął bronić. Złapał kilka groźnych strzałów i dał sygnał, że będzie dobrze. Z kolei Grzeniu, osamotniony z przodu nie miał wielu okazji do pokazania swojego talentu strzeleckiego, a gdy już atakował, to obrońcy udowadniali, że tę umiejętność zatracił. Próbował Kwasek, Oleś i Pałka, ale nie było efektów. Nadarzyła się jednak okazja do wyjścia na prowadzenie, gdy w trójkę szliśmy na jednego obrońcę. Niestety Dziubek nie widział ani Kwaska, ani Olesia, za szybko się podpalił i strzelił w niebo. Za to Rodzice strzelali efektownie. Najpierw Kąkola pokonali strzałem w długi róg, a za chwilę z kontry zrobili drugiego gola. Mieliśmy jeszcze kilka okazji na gola, ale nikt nie potrafił precyzyjnie wykończyć wypracowanych dobrze akcji. Raz Grzeniu nie opanował przed bramką piłki i uciekła na aut. Raz Kwasek nie trafił w piłkę będąc w dogodnej pozycji. Raz Oleś niedokładnie podał i poszła kontra. W końcówce meczu, gdy atakowaliśmy już wszyscy, Rodzice zadali ostateczny cios i idąc trzech na jednego sfinalizowali akcję.
Przed trzecim meczem należało wyciągnąć jakieś wnioski i coś zmienić. Na szczęście Grzeniu musiał jechać na rodzinną imprezę i w jego miejsce do przodu poszedł Oleś. Już w pierwszej akcji meczu Oleś otrzymał długie podanie od Dziubka. Przyjął, obrócił się i strzelił pod brzuchem bramkarza. Po kolejnej akcji już prowadziliśmy 2:0. Oleś z Kwaskiem wyklepali obrońcę i Kwasek całość wykończył. Kąkol mógł spokojnie w tym meczu rozmawiać z kibicami, bo drużyna SP1 Team ze Słubic nie dochodziła do sytuacji strzeleckich. Przeszkadzali w tym Lupi, Dziubek i Pałka, na zmianę z Yurą, Górkiem i Daffy-m. Gdy oni rozbijali ataki przeciwnika, z przodu "dwa sępy" już czekały na podanie. Tym razem Kwasek otrzymał od Pałki piłkę na ścianę, obrócił się z obrońcą na plecach i pokonał Tomalę po długim rogu. Ostatnia akcja pierwszej połowy, to kolejna dwójkowa wirtuozeria Olesia i Kwaska. Pierwszy do drugiego, drugi do pierwszego i Oleś z pierwszej zdobył czwartego gola. Po przerwie mogli wejść zmiennicy, bo wynik już był rozstrzygnięty. Ale czyżby? Nastąpiło rozluźnienie i po kilku minutach straciliśmy dwa gole. A w przerwie Daffy mówił: "Wchodzę, a jak będzie 4:2 to zejdę." Wykrakał, ale zgodnie z obietnicą zszedł. Po chwili jednak wszystko wróciło do normy. Oleś znów dostał piłkę z przodu i strzelił obok wychodzącego bramkarza. Wcześniejsze bramki były zdobywane z łatwością, a ostatni nasz gol był majstersztykiem w wykonaniu Lupiego. Kąkol kopnął piłkę do przodu. Raczej niedokładnie, bo w kierunku autu. Lupi jednak do niej pobiegł, a że bramkarz też tam poleciał, to Lupi go przepchnął, opanował piłkę, spojrzał i ocenił sytuację, a za chwilę kopnął nad obrońcą do pustej bramki. I okazało się, że Grzeniu nas w tym meczu poważnie wzmocnił.
Ostatni mecz należało również wygrać, by znaleźć się na pudle. Przeważnie się nam takie założenia nie udają, ale tym razem było inaczej. Kwasek w końcu odpalił i pokazał, że jest groźnym łowcą bramek. Taktyki nie zmienialiśmy. Lupi, Dziubek, Pałka i Yura wyprowadzali piłkę spod naszej bramki, a Oleś z Kwaskiem wykańczali akcje. Pierwszą bramkę strzelił Kwasek z linii końcowej pod bramką Oldbojsów z Cybinki. Praktycznie straconą piłkę kopnął w górę na bramkę, licząc że ktoś z naszych tam będzie. Piłka leciała wysoko i wpadła w bramkę. Nie jest to do wytłumaczenia. Może poprzeczka była wykrzywiona? A może wiatr, którego nie było, ją tam wepchnął? A może Kwasek nadał piłce takiej rotacji, że tor jej lotu skierował ją do bramki? Nieważne. Liczy się efekt końcowy. Minutę później straciliśmy prowadzenie. Pięknym, soczystym strzałem "z czuba" Kąkol został pokonany. Przy strzelcu nikogo nie było, a do bramki wcale nie było blisko. Piłka leciała tak szybko, że nie było czasu na reakcję. Nawet sędzia się uśmiał, gdy pytaliśmy: "czy można strzelać z czuba?" Nie było zaprzeczenia więc Kwasek w następnej akcji sprawdził swojego czuba i też zdobył gola. Czuby w natarciu. Opanowaliśmy sytuację i prowadziliśmy grę. Teraz wychodziło wszystko i za chwilę wynik podwyższył Oleś. I na przerwę schodziliśmy z dwubramkową przewagą. Ostatnie 10 minut turnieju zagraliśmy poprawnie, choć nie ustrzegliśmy się błędów. Cybinka goniła i na początku drugiej połówki zdobyli kontakt. By nie powtórzyć rozluźnienia z poprzedniego meczu uspokoiliśmy grę w środku i graliśmy atakiem pozycyjnym. Jedna taka akcja nam wyszła, a egzekutorem był ponownie Kwasek. W dwóch kolejnych akcjach bramkowych najaktywniejszy był Oleś. Najpierw ograł obrońcę i przed bramkarzem mógł podać kolegom, ale niesygnalizowanym strzałem w krótki róg zdobył gola. W następnej podał do Dziubka, który miał pustą bramkę, a Dziubek zamiast uderzyć mocno z klepki, to poturlał piłkę i bramkarz zdążył ją złapać. Dziubkowi nie było dane w tym turnieju strzelić. Był bliski z wolnego, ale znów trafił w poprzeczkę. A strzelanie zakończył Kwasek.
Turniej wygrała ekipa Rodziców, która w meczu o pierwsze miejsce pokonała Metalowców z Krześnicy 4:2. My zajęliśmy miejsce trzecie, a za nami ustawili się SP1 Team i Cybinka.
Najlepszy zawodnik: Dima Zuklinski – Rodzice Lubuska AP Słubice
Najlepszy bramkarz: Tomasz Wiśniewski – Metal Art Krześnica
Król strzelców: Norbert Kikosicki – Metal Art Krześnica
Najlepszy bramkarz: Tomasz Wiśniewski – Metal Art Krześnica
Król strzelców: Norbert Kikosicki – Metal Art Krześnica
Skład oldBOYS Słubice: Kąkol, Górek, Pałka, Dziubek, Lupi, Grzeniu, Oleś, Kwasek, Yura, Daffy, Podhaj.
wyniki:
oldBOYS Słubice - Metal Art Krześnica 0:2
Rodzice Lubuska AP - oldBOYS 3:0
oldBOYS - SP1 Team Słubice 6:2 (Oleś 3, Kwasek 2, Lupi 1)
Oldboys Cybinka - oldBOYS 2:6 (Kwasek 4, Oleś 2)